poniedziałek, 15 lipca 2013

Ciasteczka z czekoladą a'la Pieguski

Przepis znalazłam wczoraj na jakimś blogu i w sumie narobiłam sobie apetytu :) Przepraszam z góry autorki, ale nie mogę tego bloga znów znaleźć w google, nie mam też tego w historii, więc z góry mówię, że przepis nie jest mój, w adresie było coś z czekoladą i karmelem.
Przepis nie jest dokładnie przekopiowany, trochę go zmodyfikowałam (w kwestii cukru).

Ciasteczka robi się dość szybko (powinniśmy się uporać w jakieś 15 min + 10-15 min pieczenia).

Wielkość porcji: autorki bloga twierdziły, że wychodzą 32 sztuki, mi wyszło 27 jak widać na zdjęciu, wszystko zależy od wielkości.

Składniki:
  • 170 gram masła extra
  • 1/2 szklanki cukru
  • cukier wanilinowy
  • 1 jajko
  • 2 szklanki mąki
  • pół łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 tabliczka czekolady (czekoladę kroimy na małe kawałeczki, nie tarkujemy, żeby były kawałki czekolady, jak ktoś znajdzie czekoladowe groszki to też mogą być; ja używam czekolady gorzkiej z Alpen gold i wychodzi taka fajna lejąca się, polecam! Ciastka są i tak słodkie, więc czekolada nie popsuje smaku)

Sposób przygotowania:
1. Do miski wsypujemy cukier, cukier wanilinowy, dodajemy jajko i masło (masło radzę pokroić nożem na takie paski, żeby było łatwiej mieszać) i miksujemy.
2. Dodajemy resztę składników (mąkę, sól, proszek). Od teraz będzie ciężko miksować, bo to jest gęste, ale musimy sobie jakoś poradzić lub pomieszać łyżką. Czekoladę dodajemy na samym końcu i mieszamy łyżką.
3. I z tak przygotowanej masy (nie zrażajcie się, że jest taka trochę niejednolita, sucha, czy coś, bo taka ma być) robimy kulki, lekko je spłaszczamy i układamy na blaszce do pieczenia (polecam użyć papier do pieczenia, ale jak ktoś nie chce to można wysmarować masłem i posypać bułką tartą; ciastka są tłuste, więc raczej i tak będzie trzeba po tym umyć blaszkę).

Przed wstawieniem tradycyjnie nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni C i pieczemy w takiej temp. Mi to zajęło 15 minut, autorkom bloga 10-12, jak ciastka są upieczone to widać, zmieniają kolor na taki złocisty (mogą się wydawać niedopieczone, bo jak wyjmiemy z piekarnika są mięciutkie, ale później twardnieją i za kilka godzin znów miękną).


I tutaj zamieszczam zdjęcia (mi się ciastka pozlepiały jak widać, ale nie było problemu z ich odklejeniem [nie porozpadały się], w każdym razie jak ktoś chce mieć idealnie piękne to trzeba ułożyć trochę rzadziej)

tak wygląda ciasto (bez obaw, kulkę można ulepić bez problemu):




Surowe ciastka:

Ciastka gotowe do spożycia (jak widać wyszło kilka więcej niż 1 blaszka i trochę urosły, oczywiście nie nakładamy do pieczenia jednego ciastka na drugie)


Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz